Onkologia to złożona i dynamicznie rozwijająca się dziedzina medycyny oparta na wielokierunkowym podejściu do leczenia, angażująca różnych specjalistów. Czasami jednak, w nieustannej walce o nowe terapie i technologie medyczne, zapominamy o tym co najprostsze.

dr n. med. Paweł Kabata, Klinika Chirurgii Onkologicznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

Rak to choroba podstępna. Początkowo, przez wiele miesięcy ukryta gdzieś w środku nie daje o sobie znać, a kiedy już się pokaże, przejmuje kontrolę nad całym naszym życiem. Zaczyna decydować, zamienia priorytety, ustawia nam plany. Pojawiają się pytania i wątpliwości, rodzą się liczne obawy. O diagnozę, o zaawansowanie, o dalsze rokowanie. I zanim jeszcze zdążysz się przyzwyczaić do myśli, że go masz, zaczyna się leczenie. Nierzadko długie, ciężkie i wieloetapowe. Kolejni lekarze, kolejne wizyty, szpitale, ambulatoria i różne poradnie. A kiedy musisz pamiętać o tych wszystkich terminach i badaniach, to zdarza się, że zapominasz o rzeczach podstawowych – na przykład, żeby zjeść.

Od dziecka jesteśmy uczeni, jak ważne dla naszego życia jest prawidłowe odżywianie. „Jedz warzywa i owoce”, „nie jedz słodyczy na noc”, „pij mleko, będziesz wielki” – to hasła, które sprawiają, że podświadomie wiemy, że prawidłowo jedząc będziemy mogli dłużej cieszyć się pełnią zdrowia. Dlaczego więc, w chorobie nowotworowej, miałoby być inaczej? Nowotwór walczy z nami na wiele sposobów, a jednym z nich jest stopniowe wyniszczanie organizmu. Agresywna biologia powodująca przyspieszenie metabolizmu, trudności w spożywaniu jedzenia spowodowane obecnością guza, czy wreszcie wpływ na naszą psychikę skutkujący zmniejszeniem poczucia głodu to czynniki, które nieuchronnie prowadzą nas w kierunku niedożywienia. A granica leży niebezpiecznie blisko, bo już 5% utraty masy ciała może świadczyć o jego obecności. I, o ile zgubienie trzech czy czterech kilogramów u osoby zdrowej wywoła uśmiech na twarzy, o tyle u chorego z nowotworem powinno wzbudzić czujność. I jeżeli ktoś Wam powie, że to nawet dobrze, bo chudszy oznacza zdrowszy, to lepiej zacząć szukać innego lekarza. Bo niedożywienie zmniejsza szanse na wyleczenie. Więcej powikłań po operacji, obniżenie odporności i częstsze zakażenia, podawanie chemio- i radioterapii w ilościach poniżej dawek leczniczych to tylko niektóre z negatywnych skutków leczenia osób niedożywionych. Dlatego zamiast czekać aż skończą się dziurki w pasku od spodni, należy jak najwcześniej reagować na pojawiające się problemy z odżywianiem, by móc zapobiegać niedożywieniu i w pełni sił rozpocząć leczenie, bo największą skuteczność ma żywienie włączone przed leczeniem. I rzadko kiedy jest na to za późno, bo już 7 dni wsparcia żywieniowego przed rozpoczęciem leczenia może istotnie poprawić nasze szanse.

A możliwości jest sporo. Zaczynając od specjalnych płynnych diet do popijania między posiłkami, przez podawanie jedzenia przez rurkę bezpośrednio do żołądka czy jelita, aż po mieszaniny odżywcze dostarczane dożylnie w postaci kroplówki. Podawane przed leczeniem, w czasie jego trwania, lub nawet po zakończeniu by wspomóc organizm na czas powrotu do zdrowia. I niezależnie od jego formy i czasu, najważniejsze to o nim pamiętać, pytać i wreszcie stosować. Bo mądra onkologia to, poza chemią, chirurgią i radioterapią, także skuteczne żywienie.

Więc jeśli chcesz wygrać z rakiem, to idź do lekarza, zapytaj i zacznij się żywić. I nie daj się zjeść.

Podobne posty